Landfill

Landfill, 1978, a happening realized in cooperation with Juliusz Dziamski, Włodzimierz Wałęska and Marek Zaborowski. Municipal landfill in Poznań. Photo by Zdzisław Orłowski.

In 1978 I was a first-year student at the State High School of Visual Arts (now the University of Arts) in Poznań. One of the widely unpopular subjects at that time was the knowledge about actions and visual structures, taught by the terrifying Professor Antoni Zydroń (1936–2001), School President and a Communist party member. I liked this subject and the lecturer because he was argumentative, demanding and fair. He gave his students complete freedom as to the choice of artistic means.

One of the assignments was to produce a representation of the process of deformation and transformation of a selected object or situation. At that time, I was interested in issues bordering on existential philosophy and religion, and it occurred to me that the deformation can be linked to the phenomenon of passing and a ... landfill. The concept was simple: you arose from garbage and to garbage you shall return. To realize this happening, I persuaded several colleagues to form an artistic group. The idea was to meet with the Professor over a sumptuous meal served on a table in the largest landfill in Poznań. The banquet was preceded by a walk through the landfill to the place where we had hidden the table. The walking trail had been especially prepared for the Professor to provide a full experience of the decomposition and the smell of fermenting heaps of garbage, to observe the trucks dumping garbage and swarms of birds feeding on the landfill. Meanwhile, a table covered with a snow-white
tablecloth and laden with food was hidden under layers of paper. The top layer acted as a mask. A very important moment was the discovery of the table, the removal of the veil of “mystery” and the revelation of our intentions. 

For the Professor and those accompanying him, the appearance of the table and the invitation to a banquet in the landfill was a complete surprise. The feast and the conversation at the table transformed our guests into the most important co-creators of the happening and we (my colleagues and me) became its observers. There was a subtle role-shift. Now, without realizing it, our thrilled guests assured the continuity of the happening. They performed strictly artistic work. The Professor immediately became the “life and soul of the party” and gave vent to his great enjoyment. The happening also had a visual and “theatrical” element. My colleagues were “dressed to kill”. Two of them were wearing elegant frock coats. I dressed up as a priest, to create an ideological tension, but also to emphasize the conventionality of the situation and its playful aspect. At the end of the feast, we again took over the initiative and told the Professor that, in line with the scenario, the moment had come when everything must return to its original state of chaos, because only in this way could our study of deformation become complete. We revealed that explosives were fixed to the table and a piece of black cable served as a fuse. We asked the Professor to light the fuse. We could see his surprise and anxiety. The fuse was short. Hardly had we managed to hide behind a pile of rubbish when there was an explosion. The table and everything on its top was totally destroyed. The Professor was delighted.

Our group existed for almost two years. The most interesting of its subsequent achievements was a jazz concert in the school's club. The concert was a parody of a jam session and a playback. In the finale the instruments played without the musicians. The musicians found themselves in the audience. In this happening, it was technically difficult for the musicians to get off the stage during a concert without the audience noticing it. We achieved this by manipulating the lighting in the club.

I also remember another happening, which we staged during Prof. Zydroń's lecture (with his consent). We turned the lecture hall into an encyclopaedia, papering the walls with encyclopaedic entries. The idea was to attempt to help the students understand the Professor's lecture. This consisted of partially improvised attempts to illustrate the Professor's otherwise clear explanations. As a result, the lecture hall was filled with various items (“teaching aids”). Pigeons flew in, the figures of authors cited by the Professor appeared. An important role was played by windows controlled by us as a source of light and fresh air.










Polish text
Wysypisko śmieci
Wysypisko śmieci
, 1978, happening zrealizowany we współpracy z Juliuszem Dziamskim, Włodzimierzem Wałęską i Markiem Zaborowskim. 
Miejskie wysypisko śmieci w Poznaniu. Foto: Zdzisław Orłowski.

W 1978 byłem na pierwszym roku studiów w poznańskiej PWSSP (dziś Uniwersytet Artystyczny). W tym czasie jednym z powszechnie nielubianych przedmiotów była wiedza o działaniach i strukturach wizualnych, którą wykładał budzący strach wśród studentów prof. Antoni Zydroń (1936-2001), rektor szkoły i działacz partyjny. Ja lubiłem ten przedmiot i prowadzącego, bo był rzeczowy, wymagający i sprawiedliwy w ocenie. Pozostawiał studentom całkowitą swobodę w wyborze środków artystycznych.

W jednym z zadań chodziło o przedstawienie procesu deformacji i przeistaczania się wybranej rzeczy lub sytuacji. Wtedy interesowałem się kwestiami z pogranicza filozofii egzystencjalnej i religii, więc skojarzyłem deformację z fenomenem przemijania i... wysypiskiem śmieci. Idea była prosta: ze śmieci powstałeś – w śmieci się obrócisz. Do realizacji happeningu namówiłem kilku kolegów i założyliśmy grupę artystyczną. Pomysł polegał na spotkaniu z profesorem przy suto zastawionym stole na największym wysypisku śmieci w Poznaniu. Ucztę poprzedził spacer przez wysypisko do miejsca, w którym ukryliśmy stół. Trasa spaceru została tak pomyślana, aby profesor doświadczył grząskości i zapachu hałd fermentujących śmieci oraz zobaczył wypróżniające się śmieciarki i chmary żerujących na wysypisku ptaków. Stół nakryty śnieżnobiałym obrusem i zastawiony jedzeniem był ukryty pod warstwami papieru. Ostatnia, zewnętrzna warstwa pełniła rolę maski. Bardzo ważnym
momentem było odkrywanie stołu, zdejmowanie zasłony „tajemnicy” i ujawnienie naszych zamiarów. 

Dla profesora i towarzyszących mu osób uczta na wysypisku była całkowitym zaskoczeniem. Uczta i rozmowa przy stole czyniły z naszych gości najważniejszych współtwórców happeningu, a nas (moich kolegów i mnie) jego obserwatorami. Nastąpiła subtelna zamiana ról. Nie zdając sobie z tego sprawy, ciągłość happeningowi zapewniali nasi podekscytowani goście. Wykonywali pracę stricte artystyczną. Profesor natychmiast stał się„duszą towarzystwa” i dał wyraz swemu świetnemu samopoczuciu. W happeningu liczył się także element wizualny i „teatralny”. Moi koledzy byli pięknie ubrani. Dwóch z nich miało na sobie eleganckie fraki. Ja przebrałem się za księdza, żeby stworzyć napięcie ideologiczne, ale też podkreślić umowność sytuacji i aspekt zabawy. Pod koniec uczty ponownie przejęliśmy inicjatywę i poinformowaliśmy profesora, że zgodnie ze scenariuszem nadeszła chwila, w której wszystko musi wrócić do stanu pierwotnego chaosu, gdyż tylko tak nasze studium deformacji stanie się pełne. Ujawniliśmy, że na stole jest materiał wybuchowy, a sterczący kawałek czarnego kabla to lont. Poprosiliśmy profesora, żeby zapalił lont. Na jego twarz wróciło zaskoczenie i niepokój. Lont był krótki. Zaledwie zdążyliśmy schować się za hałdą śmieci, kiedy nastąpił wybuch. Stół i to, co na nim było, uległo całkowitemu zniszczeniu. Profesor był zachwycony.

Grupa istniała prawie dwa lata. Do jej dokonań należał również koncert jazzowy w uczelnianym klubie. Koncert był parodią jam session i play back'u. W finale instrumenty grały bez muzyków. Muzycy zaś odnaleźli się na widowni. W tym happeningu najtrudniejsze technicznie było przygotowanie naszego zejścia ze sceny w trakcie koncertu, tak, aby publiczność nie zauważyła tego. Stało się to możliwe dzięki manipulacji oświetleniem klubu.

Wspomnę także o happeningu, który urządziliśmy podczas wykładu prof. Zydronia (za jego zgodą). Zamieniliśmy salę wykładową w encyklopedię, tapetując ściany hasłami encyklopedycznymi. Chodziło o to, aby pomóc słuchaczom zrozumieć wykład profesora. Pomoc polegała na częściowo improwizowanych próbach ilustrowania skądinąd klarownych wywodów profesora. W rezultacie salę wypełniły różne przedmioty („pomoce naukowe”). Latały w niej gołębie, pojawiły się postacie podające się za
cytowanych przez profesora autorów. Ważną rolę odegrały okna jako kontrolowane przez nas źródło światła i świeżego powietrza